Jazda po Paryżu, czyli dżungla w mieście

Jazda po Paryżu to wyzwanie dla ludzi o silnych nerwach?

Niekoniecznie! Po 5 latach mam już nieco inne spojrzenie na paryski ruch uliczny.

Ale  zacznę od początku… A początek był ciężki.  Kiedy pakowaliśmy nasz dobytek na wyjazd do Paryża wszyscy doradzali nam sprzedaż samochodu. No bo po co komu auto w Paryżu?!  Przecież tam nie ma gdzie zaparkować, a i jeździć się nie da! To prawdziwa dżungla!

My jednak  pełni wiary i optymizmu spakowaliśmy (dosłownie: do ciężarówki) nasze kombi 🙂

Cóż, przez pierwsze pół roku  korzystaliśmy z niego głównie w weekendy do wyjazdów za miasto.

W ciągu tygodnia samochód stał zaparkowany i to dwie ulice dalej od naszego domu!

Niestety na miejscu okazało się, że żeby parkować samochód pod domem i móc spokojnie za to płacić 🙂 trzeba najpierw mieć kartę rezydenta. Wyrobienie takiej karty, a do tego przerejestrowanie samochodu to prawdziwy bieg z przeszkodami i do tego bardzo kosztowny.  W końcu po 9 miesiącach!!! udało się i mogliśmy spoglądać na nasze auto z okna 🙂

Podczas, kiedy samochód parkował sobie na wywalczonym miejscu parkingowym narażony na paryskie gołębie i paryskich kierowców (w sumie nie wiem, co gorsze) ja ciągle biegałam z dziećmi, z wózkiem, z zakupami objuczona, jak wielbłąd.

Pewnego dnia padało tak strasznie, że coś we mnie pękło. Wyjechałam 🙂 Pojechałam odebrać dziecko ze szkoły. Nogi mi się trzęsły, jakbym pierwszy raz siedziała za kierownicą. Nieustający wręcz dźwięk klaksonu dochodzący zewsząd nie dodawał mi otuchy. Trąbienie zaczęło się już właściwie na pierwszych światłach. Czy to na mnie tak trąbią? Co robię nie tak?

Po jakimś czasie przestałam zadręczać się tymi pytaniami i po prostu przywykłam do dźwięku klaksonu !

Pewnego dnia dotarłam jednak na miejsce i zorientowałam się, że nikt na mnie nie trąbił!!! Nikt. Całą drogę przejechałam spokojnie. Co takiego się stało? Prosta rzecz.  Zamieniałam tablice rejestracyjne z polskich na jedyne słuszne – paryskie!!

Tutaj dochodzimy do pierwszego przykazania drogowego  ruchu paryskiego:

 

Tylko paryżanie potrafią jeździć po Paryżu ! Jeżeli na Twojej tablicy nie widnieje numer 75 (departament Paryża) na drodze jesteś nieudacznikiem, zagrożeniem i bezpośrednią przyczyną wszystkich korków i zatorów. Przygotuj się więc na dźwięk klaksonu, wymachiwanie rękami i przekleństwa w Twoim kierunku.

Co jeszcze musisz wiedzieć zanim wsiądziesz tutaj za kierownicę?

Pasy ruchu nie istnieją. A nawet, jak istnieją to i tak nie istnieją. Pamiętasz, jak na kursie prawa jazdy uczyli Cię, żeby zawsze w pierwszej kolejności zwracać uwagę na znaki namalowane na drodze? Tutaj ta reguła się nie sprawdzi! Na drodze nie ma znaków, ani nawet pasów. Kiedy staniesz na światłach nie zdziw się, jak wokół Ciebie zrobi się nawet i 5 „pasów”, a pomiędzy nimi jeszcze motocykliści w ilościach hurtowych. Wyobraź sobie, co się dzieje po zmianie świateł. Wszyscy ruszają w tym samym kierunku, w tym samym momencie. To dopiero jest jazda! Nie zdziw się też, jak na następnym skrzyżowaniu nagle z 5 zrobią się 2 pasy. Kto pierwszy ten lepszy.

Odnośnie pasów to musisz wiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. Kiedy chcesz na skrzyżowaniu skręcić w prawo wcale nie ustawiasz się na skrajnym prawym pasie. Wręcz przeciwnie! Stajesz, gdzie chcesz (właściwie to głównie na skrajnie lewym pasie), żeby potem po zmianie świateł przejechać wszystkim po nosie 🙂

Tylko Ty się liczysz na drodze. Im bardziej jesteś egoistą i arogantem, tym bardziej jesteś paryski.

Parkowanie. Ach to mój ulubiony temat. Parkowanie w Paryżu odbywa się wbrew wszelkim prawom: fizyki, tarcia, logiki, itd. Ale po kolei. W Paryżu nie ma, gdzie zaparkować. Jeżeli myślisz, że objedziesz miejsce kilka razy dookoła i w końcu coś się znajdzie, to jesteś w błędzie. Nie objedziesz – zginiesz w ulicach jednokierunkowych i nie znajdziesz 🙂 A jeżeli już znajdziesz to nie zastanawiaj się chwilę, nie dywaguj, czy się zmieścisz. Po prostu parkuj.  Sekunda Twojej  nieuwagi i miejsce, do którego się przymierzasz już jest zajęte. Nawet, jak już włączysz wsteczny i zaczynasz parkować, to i tak ktoś za Tobą może być szybszy. Nie próbuj wtedy walczyć i dyskutować. Paryżanin lub paryżanka wysiądzie ostentacyjnie z auta i przejdzie obok Ciebie zadzierając głowę, tak żebyś nie miał żadnych wątpliwości, kto tu jest zwycięzcą.

Parkujesz wreszcie i nagle odkrywasz, że Twój samochód się nie mieści? Nie ma problemu. W końcu od czego są zderzaki? Popchniesz trochę tego z tyłu i tego z przodu i wpasujesz samochód, jak ulał 🙂 Nie musisz się też specjalnie stresować i spieszyć. Paryżanin poczeka spokojnie, aż zaparkujesz.  Nikt nie będzie trąbił, chyba że parkujesz wyjątkowo nieudolnie!

Zaparkowałaś bardzo krzywo i bardzo źle. Nic nie szkodzi, a właściwie: gratulacje. W Polsce źle zaparkowany samochód źle świadczy o kierowcy. Kto takiemu dał prawo jazdy? W Paryżu źle zaparkowany samochód też świadczy o kierowcy, ale coś zgoła innego. Pokazuje kto tu rządzi. Jeżeli zaparkujesz źle lub wybitnie źle jesteś zwycięzcą. Zyskujesz czas, a inni go tracą. Podjeżdżasz pod szkołę zostawiasz samochód na środku drogi, tamujesz cały ruch i idziesz spokojnym  krokiem  (zero pośpiechu) odebrać dzieci? Jesteś królową, jesteś prawdziwą paryżanką. Inni niech tracą czas na szukanie miejsca do parkowania. Ty nie. Ty bierzesz od życia, to co Ci się należy.  Oj, chyba nigdy nie zostanę prawdziwą paryżanką 🙂

Czerwone światło. Paryżanie ciągle się spieszą. Wymuszają pierwszeństwo, wymachują innym kierowcom, trąbią i nieustannie łamią przepisy. Jest jednak jedno miejsce, taki paryski fenomen, gdzie nagle nikomu się nie spieszy. To miejsce to skrzyżowanie ze światłami. Kiedy już paryski ruch na chwilę się zatrzyma na czerwonym  świetle, wszyscy jakby zamierają. Z tego stanu nie wyprowadza ich nawet zmiana światła na zielone.  Kiedy światło się zmieni wszyscy nadal stoją. Nikt nie rusza od razu. Mijają sekundy, a wszyscy stoją i nikt na nikogo nie trąbi. Na początku zastanawiałam się , jak to możliwe? W Polsce, jak zagapisz się na zielonym, to inni uczestnicy ruchu przywrócą Cię do porządku w ciągu nanosekundy 🙂 Tutaj nagle wszyscy mają czas. Jest jednak rozwiązanie tej zagadki – kierowcy nie ruszają od razu, bo nie mogą oderwać wzroku od swoich smartfonów 🙁

 

Wymuszanie, czyli kto tu tak naprawdę ma pierwszeństwo? Teoretycznie obowiązują pewne zasady. Na rondzie dla przykładu pierwszeństwo mają wjeżdżający. Tak,  będąc na rondzie musisz przepuścić wszystkich tych, którzy na nie wjeżdżają . Powodzenia na największym rondzie w Paryżu (Charles de Gaulle), gdzie ilość odnóg i pasów jest niezliczona (12 dokładnie). Obowiązuje też reguła prawej strony, czyli Ci z prawej mają pierwszeństwo, nawet, jak Ty jesteś na głównej. To wszystko jednak teoria. W praktyce rządzi prawo silniejszego. Na szczęście do wypadków dochodzi rzadko. Przy prędkości 50 km/h to najwyżej może dojść do otarcia lub stłuczki 🙂

Charles de Gaulle – Étoile
rondo Charles de Gaulle – Étoile

Motocykliści – to prawdziwa zmora. Na światłach zlatują się, jak stado owadów i tłumnie ustawiają się przed pierwszym rzędem samochodów.  To grupa na drodze, której nie obowiązują żadne reguły i która ma prawo do wszystkiego. Jeżdżenie po chodnikach, jazda pod prąd, przejeżdżanie na czerwonym, urywanie lusterek i rysowanie lakieru to praktyki na porządku dziennym. Kiedy jedzie motocyklista lepiej usuń mu się z drogi. Nie masz gdzie? I tak się usuń, bo z pewnością Ci nie odpuści.  W Paryżu obowiązuje tzw. trzeci pas ruchu dla motocyklistów. W praktyce oznacza to, że kiedy na drodze są 2 bardzo wąskie pasy, to pomiędzy dwoma samochodami musi zmieścić się jeszcze motocyklista – i mieści się, nawet kosztem Twojego lusterka lub lakieru na karoserii.

 

Podejście do samochodu. Posiadanie samochodu w Paryżu nie jest konieczne. Transport miejski jest doskonale zorganizowany. Paryżanie często więc samochodu nie mają. Ci, co mają nie przywiązują do niego zbyt dużej wagi. Samochód nie jest tutaj wyznacznikiem statusu społecznego, czy prestiżu. Do tego służą restauracje, wyjazdy do odpowiednich kurortów, przynależność do odpowiednich klubów, czy wreszcie najważniejsze: mieszkanie w odpowiedniej dzielnicy. Ci, którzy mają bardziej wartościowe auta wynajmują dla nich specjalne parkingi i korzystają z nich głównie do wyjazdów poza miasto lub po to, żeby rodzinnie wybrać się na lunch do wyjątkowo drogiej restauracji. Tam już czekają na nich voiturier, czyli specjalni pracownicy zatrudnieni do parkowania ekskluzywnych samochodów.

Na ulicach więc roi się od poobijanych, porysowanych i poklejonych taśmą aut. Tutaj nikt nie naprawia lekkich szkód, bo po co? Szkoda czasu, pieniędzy, a poza tym to tylko samochód. Jeżeli jeździ to wszystko gra.

 

Jeżeli  boli Cię każda, nawet najmniejsza rysa na Twoim aucie, to lepiej nie przyjeżdżaj nim do Paryża 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *