Dlaczego paryżanki nie tyją?

Dlaczego paryżanki nie tyją?

Paryż to miasto szczupłych kobiet. To prawdziwy fenomen. Jak one to robią? Jak udaje im się zachować nienaganną figurę w kraju, gdzie króluje bagietka, sery, foie gras, czy croissanty? Jaki jest sekret paryżanki?

Znam wiele kobiet, które przyjechały do Paryża szczupłe, a po paru latach pobytu z przerażeniem odkryły, że przybyło im parę dodatkowych kilogramów tu i tam.

Nic dziwnego! Francuska kuchnia jest tak kusząca, że nie sposób jej się oprzeć. Do tego ta celebracja przy stole. Francuzi są z niej na tyle dumni, że gastronomia francuska została wpisana na listę światowego dziedzictwa niematerialnego UNESCO.

Z takim podejściem do jedzenia nikogo nie dziwią wszechobecne restauracje wypełnione po brzegi w porze lunchu i kolacji. Spróbuj z pustym brzuchem pospacerować po mieście w godzinach lunchu (12:00-14:00). Jeżeli nie skusisz się chociaż na sałatkę, to jesteś prawdziwą twardzielką.

W całym swoim życiu nie byłam tyle razy w restauracji, co w ciągu ostatnich 5 lat. W Paryżu jest to tak naturalne (i pyszne ), że nawet nie wiesz kiedy w to wsiąkasz. Pałaszowanie posiłków złożonych z kilku dań zakończonych petit dessert i petit café to przecież  uczta dla wszystkich zmysłów. Niestety nie sprzyja to  dobrej figurze zwłaszcza, jeżeli mamy problem z ustaleniem granic.

 

macarons-maly

Słynne francuskie macarons – małe ciasteczka przełożone nadzieniem

 

Paryżanki jednak to potrafią!

Czyżby trzeba było urodzić się paryżanką, żeby zachować figurę w mieście, gdzie kuszą zapachy i smaki?

Na szczęście nie.

Nie dalej, jak wczoraj spędziłam fantastyczny wieczór w restauracji z moimi paryskimi koleżankami.

Spotkałyśmy się o 21:00. To tutaj typowa pora na kolację. Wszystkie zamówiłyśmy menu składające się z przystawki, dania głównego i deseru lub serów. To taka kolacyjna norma. Nikt nie zadowala się jednym daniem. Kolacja to prawdziwa uczta. Nie ma mowy o upraszczaniu, czy nie daj Boże o pośpiechu.

Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Najpierw przystawka – maleńka porcja jedzenia udekorowana w najbardziej finezyjny sposób. Po przystawce chwila przerwy. Wszyscy rozmawiają popijając wodę, często gazowaną  lub wino. Wbrew pozorom paryżanki wcale nie piją dużo wina! Właściwie można by rzec, że one to wino degustują, czy raczej sączą delektując się smakiem. Cały wieczór spędziłyśmy przy jednej  butelce wina na 10 osób!

Czas miło upływał. Nikt nie wypatrywał nerwowo kelnera. Kiedy ten po jakimś czasie się pojawił (z dodatkową asystą) w ekspresowym tempie podał wszystkim dania życząc nam “bonne continuation” (o czym później). W paryskich restauracjach nigdy nie zdarza się, żeby ktoś czekał na swoje danie, podczas gdy reszta smacznie zajada zawartość swojego talerza. Jedzenie to czynność, którą się celebruje WSPÓLNIE.

Przykładowy lunch w bardzo popularnej restauracji Le Pain Quotidien

Przykładowy lunch w bardzo popularnej restauracji Le Pain Quotidien

 

Wracając do “bonne continuation”, które można by roboczo przetłumaczyć, jako „udanego  kontynuowania jedzenia” – to muszę przyznać, że nieustannie mnie to bawi. Nie ma co liczyć na to, że szybko coś zjesz i wrócisz do swoich zajęć. To raczej zapowiedź tego, że proces jedzenia, (bo we Francji to JEST prawdziwy proces) będzie jeszcze spokojnie trwał z godzinę lub dwie. Lepiej uzbroić się w cierpliwość i zarezerwować sobie odpowiednio dużo czasu.

Swoją drogą paryżanki i paryżanie jedzą wyjątkowo wolno. Kiedyś czytałam, że paryżanin przeznacza średnio 1 godzinę 20 minut na posiłek! Połykanie jedzenia w 10 minut, zanim zdążymy poczuć jego smak (co było kiedyś moim zwyczajem) to tutaj prawdziwe faux pas. No bo, jak można…. 🙂

Podczas kolacji pilnowałam się więc bardzo cały czas, żeby przypadkiem nie zjeść, jako pierwsza 🙂 Wzorem moich paryskich koleżanek dokładnie przeżuwałam każdy kęs, odkładałam co jakiś czas sztućce i robiłam chwile przerwy w jedzeniu, które przeznaczałam na rozmowę.  Nakładałam sobie bardzo małe kęsy na widelec i ze zdziwieniem odkryłam, że  niewielkich rozmiarów porcja jedzenia okazała się dla mnie zbyt duża.  Jak się potem okazało nie tylko na moim talerzu coś zostało. Żadna nie zjadła do końca tego, co na nim było. I tutaj pierwsza lekcja: jemy wolno dokładnie przeżuwając każdy kęs i nie zjadamy wszystkiego z talerza.

Po daniu głównym kelner rozdał kartę deserów i zebrał od wszystkich  zamówienie na petit dessert i petit café. O ile z kawy kilka Pań zrezygnowało, o tyle nikt nie odmówił deseru! Rzadko kiedy paryżanki odmawiają sobie przyjemności, również tych kulinarnych. Deser, choćby mikroskopijny jest obligatoire (obowiązkowy).  Zamiast deseru czasami są sery lub, co trudniejsze do objęcia rozumem, najpierw sery, a potem jeszcze deser!

deser paryski - beza

Jeden z ulubionych francuskich deserów: meringue, czyli beza

 

Po takiej kolacji nasuwa się pytanie, jak można tak jeść i mieć nienaganną figurę?

I tutaj przechodzimy do sedna, czyli jak one to robią?

 

Odpowiednie wychowanie. Wszystko zaczyna się już w dzieciństwie. Małe paryżanki  i paryżanie też, choć nie na nich się tutaj skupiamy, od dziecka są uczone, że jemy tylko wtedy, kiedy jest na to pora. Żadnego podgryzania między posiłkami. Jemy przy stole, elegancko i celebrujemy posiłek, nawet jeśli jest to tylko (niech mi Francuz wybaczy) kawałek bagietki z serem. Nie do pomyślenia jest bieganie za dzieckiem z kawałkiem chlebka lub wciskanie mu jedzenia podczas zabawy.

Lunch i obiadokolacja składają się z kilku dań: przystawki, dania głównego, kawałka sera i deseru. Przy stole uczymy się cierpliwości. Wszyscy siedzą (w tym dzieci) dopóki nie zostaną zjedzone wszystkie dania. Posiłek jest święty. Nikt nie czyta, nie bawi się, nie przegląda stron na Facebooku, nie ogląda telewizji, nie wstaje 100 razy od stołu.

Dzieci uczy się od małego, jak jeść, żeby dobrze wyglądać i być zdrowym. Przypomina się im o tym na każdym kroku. Wiecie, że na każdej  reklamie produktów spożywczych jest notatka, że dla dobrego zdrowia powinnaś unikać podgryzania między posiłkami i że 5 warzyw dziennie to absolutna konieczność?!

Umiar.  W Paryżu wszystko jest petit (małe) 🙂 Małe mieszkanka, małe autka, małe, wąskie uliczki przy nich małe kawiarenki  i małe stoliczki, a na nich małe talerzyki, małe deserki i małe kawki. Nie sposób inaczej. Po prostu wszędzie jest wąsko, ciasno, a powierzchnia jest tutaj w cenie. To znacznie ułatwia sprawę. Nie zamówisz wielkiej pizzy, bo nie zmieści Ci się na stoliku! Jeżeli masz nadwagę nie wejdziesz do maleńkiej kawiarenki i nie zmieścisz się przy maleńkich, ciasno rozstawionych  stoliczkach. Na dodatek to nie jest chic! Petit jest chic.

Te wszystkie rarytasy francuskiej kuchni jak crème fraîche (śmietana), croissant, fromage (ser), foie gras (gęsia wątróbka), czy wreszcie wino,  to tylko dodatki do diety. To coś, czym paryżanki się  delektują, a nie objadają … Cały sekret polega na tym, żeby sobie nie odmawiać, ale bezwzględnie zachować umiar!

lunch-pain-quotidien-01maly

Typowe francuskie śniadanie – croissant i bagietka z konfiturą

Paryżanki są mistrzyniami wyważonej diety. Kiedy zjedzą sycący lunch na kolację zamówią już tylko sałatkę.

Jakość. Jedzenie, to coś, na czym paryżanka nie oszczędza. Produkty, z których komponuje posiłki zawsze muszą być z najwyższej półki.  Paryżanki uwielbiają robić zakupy na petit marché (rynku), gdzie kupują od rodzimych, mniejszych producentów. Zawsze wybierają jakość (mimo wysokiej ceny), a nie ilość. Kupują wszystko w małych ilościach: pół kostki masła, 2,3 kromki chleba, kawałeczek sera, czy 4 plastry szynki i nie robią zapasów, bo stawiają na świeżość.

Celebracja. Paryżanki kochają jeść.  Potrafią godzinami rozprawiać o jedzeniu. W przerwie na lunch idą do restauracji lub chociaż na ławkę do parku, żeby całkowicie oddać się przyjemności, jaką jest jedzenie. Nie spotkasz paryżanki  biegającej po ulicy z hot-dogiem, zajadającej kanapkę przy komputerze, czy choćby jabłko w metrze. Jedzenie to czas na relaks, na dopieszczanie wszystkich zmysłów. Oprawa jest bardzo ważna, a pośpiech jest niewskazany.

Ruch, ruch, ruch.  Paryżanki bardzo rzadko chodzą w butach na obcasach. Nic dziwnego Paryż, to miejsce, w którym się głównie chodzi i biega.  Wszędzie pieszo, bo tak prościej, szybciej, taniej i zdrowiej.  Paryżanka rusza się cały dzień. Do perfekcji opanowała sztukę ćwiczenia ciała w ciągu dnia przy okazji różnych czynności. O tym, jak to robić pisałam tutaj.

Dorosła kobieta jadąca na hulajnodze do pracy to tutaj norma. Mama biegająca z wózkiem po parku to widok codzienny. Nie wspominając o rodzinnym bieganiu,  weekendowych wypadach na rowery, czy  rolki.

 

Oto wszystkie sekrety paryżanek, które udało mi się zaobserwować.

Wystarczy zastosować na co dzień i cieszyć się figurą paryżanki 🙂

 

 

 

12 komentarzy
  • joanna tasarz
    Posted at 17:19h, 08 października Odpowiedz

    witaj Aniu! Będąc pierwszy raz w Paryżu zwróciłam uwagę na kobiety w swoim wieku czyli babcie już .Wszystkie w wąskich rurkach i do tego biegające . Dotychczas uważałam że nam trochę nie wypada . Teraz spokojnie noszę rurki i nie wyobrażam sobie innych Mąż często wcześniej nazywał mnie paryżanką teraz wiem dlaczego

  • Natalia
    Posted at 08:43h, 29 maja Odpowiedz

    w końcu ktoś podziela mój punkt widzenia! świetnie napisane – będę wpadać regularnie 😉

    • Ania
      Posted at 09:04h, 29 maja Odpowiedz

      Bardzo się cieszę i zapraszam 🙂

  • CzekoAda
    Posted at 08:51h, 29 maja Odpowiedz

    Bardzo podoba mi się takie podejście! Delektowanie się jedzeniem (szczególnie czekoladą!) to sama przyjemność 🙂

    • Ania
      Posted at 09:06h, 29 maja Odpowiedz

      Życiem powinnyśmy się delektować 🙂 A czekolada? Tylko dodaje smaku…. dziekuję za komentarz

  • 49metrów
    Posted at 09:07h, 29 maja Odpowiedz

    ah, ten styl życia w Polsce dopiero raczkuje. Ale świadomość racjonalnej diety i konieczności ruchu rośnie – to dobra wiadomość 😉 Świetny i ciekawy wpis 😉 Pozdrawiam!

    • Ania
      Posted at 09:09h, 29 maja Odpowiedz

      Tak, to zdecydowanie dobra wiadomość – idzie ku dobremu 🙂 Dziękuję i zapraszam znów.

  • Aga
    Posted at 09:39h, 29 maja Odpowiedz

    Tytuł mnie zaintrygował, a w 1/3 tekstu pomyślałam, że chyba wcale nie znajdę tu odpowiedzi na pytanie w nim zawarte 😀
    Ale rzeczywiście. Jedzenie w pośpiechu – nawet nie zauważamy, że tak się dzieje, a da się inaczej. Ale trzeba sie tego stale uczyć, bo dla nas, Polaków to wcale nie takie oczywiste. Dwa różne światy…

    • Ania
      Posted at 09:55h, 29 maja Odpowiedz

      CZasami proste rozwiązania są najlepsze, a może zawsze. Jedzenie powoli i celebrowanie powoduje, że zjadamy dużo mniej i mamy z tego większą przyjemność 🙂

  • Anna
    Posted at 13:39h, 19 czerwca Odpowiedz

    Aniu, wspaniały blog i mnóstwo interesujących informacji. Uwielbiam Paryż.

    • Ania
      Posted at 14:31h, 20 czerwca Odpowiedz

      Ja też uwielbiam Paryż. Czułam się tam, jak u siebie!
      Cieszę się, że znalazłaś na blogu coś dla siebie. Ściskam

  • Paulina
    Posted at 09:45h, 25 sierpnia Odpowiedz

    Post przeczytałam z wielkim zainteresowaniem! Paryżanki mają rację – szkoda życia na rezygnowanie z przyjemności. Umiar i jeszcze raz umiar 🙂

Post A Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.