Mali paryżanie, czyli czym skorupka za młodu nasiąknie…

Mali paryżanie, czyli czym skorupka za młodu nasiąknie…

Francja dzieli się na 2 części – Paryż i całą resztę. To samo dotyczy jej mieszkańców. Mamy więc Francuzów i paryżan (nazwy mieszkańców miast piszemy z małej litery, ale tutaj chyba duża byłaby bardziej odpowiednia :)). Paryżanin to specjalny gatunek Francuza, a może raczej powinnam napisać nadgatunek.  Ludzie zamieszkujący Paryż, a zwłaszcza jego bogate dzielnice, są doprawdy specyficzni: dumni, pewni siebie, przekonani o swojej wartości lub raczej wyższości, egoistyczni, nieco aroganccy i zadzierający nosa, ale również dobrze ubrani, szczupli, wysportowani i nad wyraz uprzejmi w słowie i piśmie 🙂

Skąd w paryżanach to samouwielbienie i przekonanie o własnej wyższości ? Dlaczego nieustannie budzą naszą ciekawość, a często też podziw? Co jest takiego w tych ludziach, że wciąż powstają na ich temat nowe książki, artykuły, czy blogi. Żeby odpowiedzieć na te pytania postanowiłam przyjrzeć się młodym paryżanom. W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie…

28718739176_a4109f5aa4_z

 

Paryżanie od najmłodszych lat wychowywani są w przeświadczeniu, że są pępkiem świata i mieszkają w jedynym słusznym miejscu na ziemi – w Paryżu. Wszystko, co paryskie jest więc wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju: moda, kuchnia, język, kultura, architektura, czy tradycja.  Paryżanie są jak naród wybrany!

Nie myśl jednak, że życie paryżanina jest usłane różami.

Zgodnie z francuskim powiedzeniem: noblesse oblige (szlachectwo zobowiązuje) taki  rodzaj wyróżnienia niesie ze sobą pewne konsekwencje i obciążenia.

Młodzi paryżanie od najmłodszych lat uczeni są zasad obowiązujących w tym specyficznym środowisku.

Dzieciństwo paryżanina nie przebiega więc  pod hasłem: jestem dzieckiem i wszystko mi wolno. To raczej coś w rodzaju: jestem dzieckiem i znam swoje miejsce w hierarchii oraz przestrzegam zasad.

Gdybym miała dwoma słowami  określić paryski styl wychowywania dzieci to byłaby to z pewnością:  hierarchia i dyscyplina. Nie oznacza to bynajmniej, że dzieci są tutaj źle traktowane lub nieszczęśliwe. Wręcz przeciwnie. Mają one dużo swobody, ale obowiązują je pewne zasady, których przestrzeganie jest obligatoire (obowiązkowe). Rodzice i wychowawcy mają bardzo spójną wizję tego, jak powinno zachowywać się dziecko. Fenomenem jest to,  że wszyscy wychowują tutaj dzieci według jednego schematu – tego samego od lat. Jaki to schemat?

 

Dziecko od najmłodszych lat musi znać swoje miejsce! Narodziny nowego członka rodziny nie oznaczają rewolucji w życiu dorosłych.

Maluch od pierwszych dni życia uczony jest, że najważniejsza jest wygoda i komfort rodziców.

Warto pamiętać, że bycie matką to nie jest życiowa rola paryżanki. Dla niej życiową rolą jest bycie paryżanką właśnie. Zresztą tego samego nauczy swoją córkę. Podobnie rzecz ma się z ojcami i synami.

Młodzi paryżanie wychowują się w przekonaniu, że są członkami wyjątkowej grupy ludzi, ale dostają jasny sygnał, że w tej grupie obowiązuje pewna hierarchia i zasady, którym trzeba sprostać.

Tej hierarchii i zasad uczone są zarówno w domu, jak i w odpowiednio do tego przygotowanych instytucjach, czyli żłobkach, przedszkolach i szkołach.  Wartości  i reguły wpajane dzieciom są spójne zarówno w domu, jak i poza nim! Nie zdarza się, żeby rodzice negowali metody wychowawcze nauczyciela lub opiekuna.

Wręcz przeciwnie paryżanie pochłonięci własnym życiem bardzo chętnie i z ogromnym zaufaniem oddają dzieci na wychowanie wykwalifikowanym nauczycielom i  opiekunom.  To właśnie oni zajmują się uczeniem dzieci jedzenia o stałych porach, podsuwają do próbowania różne pokarmy, uczą odpowiednich manier,  korzystania z toalety, odpowiedniego zachowania, również przy stole, relacji w grupie, szacunku do starszych, a także poprawności językowej i politycznej.

Co zaskakujące zawód nauczyciela, czy opiekuna cieszy się ogromnym poważaniem. Opiekunowie  są autorytetami zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. Nie do pomyślenia jest sytuacja, w której rodzic przybiega do szkoły za każdym razem, kiedy dziecko wróci niezadowolone ze szkoły. Na spotkanie z nauczycielem trzeba się specjalnie umówić. Podczas takiego spotkania można, co najwyżej wysłuchać  opinii na temat zachowania własnego dziecka, ale nie do pomyślenia jest wymaganie od nauczyciela zmiany podejścia lub zachowania.   Jeżeli coś ma się zmienić, to z pewnością jest to postawa rodzica lub zachowanie dziecka. Nie ma tutaj też takich przypadłości, jak dysleksja, czy dyskalkulia (przynajmniej ja o tym nie słyszałam). Jest tylko brak wystarczającej pracy i odpowiedniego podejścia. Nauczyciele są raczej surowi i zdarza się, że obrzucają dziecko epitetami za złe zachowanie i nieprzygotowanie do zajęć (wiem z relacji dzieci).

Zaangażowanie rodzica w szkołę jest znikome. W tygodniu rodzic ma swoje życie, swoje obowiązki, a dzieci swoje.  W szkole nauczyciele i dzieci mają radzić sobie sami.

27586398190_3905685e31_z

Samodzielność to kolejna cecha, którą paryżanie kształtują u swoich dzieci. Jest ona ściśle powiązana  z cierpliwością. Żadna mama nie biegnie natychmiast do dziecka, kiedy to zakwili lub okaże zniecierpliwienie.  We francuskim jest doskonałe określenie na tego typu sytuację – laisser patienter, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „pozwalać się pocierpliwić”.  Ta umiejętność jest niezwykle cenna.  Po pierwsze dziecko uczy się od najmłodszych lat, że może zająć się same sobą i dobrze czuć się w własnym towarzystwie. Po drugie nie  potrzebuje ono stale oglądać  głowy mamy nad łóżeczkiem, czy słuchać nieustannie jej głosu. Dzięki temu nie czuje się opuszczone i zaniedbane, jak tylko straci mamę z pola widzenia.

Skuteczność tej metody udało mi się zupełnie nieświadomie przetestować na własnych dzieciach  lata temu, kiedy były jeszcze bardzo małe. Jako ogromna miłośniczka spania nie mogłam pogodzić się z nieprzespanymi nocami. Bardzo szybko (po około 4, 5 miesiącach od narodzin) uporałam się z tym problemem stosując  właśnie paryską metodę „cierpliwienia się”, choć jeszcze wtedy o niej nie słyszałam. Jak tylko dziecko budziło się w nocy  nie biegłam do niego od razu, tylko pozwalałam mu cierpliwie czekać.  Za pierwszym razem po 5 minutach podeszłam i uspokoiłam dziecko. Drugiej nocy, kiedy obudziło się o stałej porze pokwiliło i samo zasnęło zanim podeszłam. Trzecią noc przespaliśmy już całą! Ten sam schemat powtórzyłam z córeczką i był tak samo skuteczny.

Nie wpadłam jednak na to, że tę metodę  można z powodzeniem zastosować  także w ciągu dnia 🙂

Paryżanie doskonale o tym wiedzą. Tak często,  jak się tylko da zostawiają dzieci same sobie i nie ingerują w ich zabawę. Plac zabaw to miejsce, gdzie dziecko się bawi, a mama odpoczywa lub nadrabia towarzyskie zaległości. W domu dzieci bawią się w swoich pokojach i tylko tam mogą mieć swoje zabawki. Paryżanki bez problemu mogą się umówić w kawiarni na kawę i beztrosko konwersować,  podczas gdy ich dzieci siedzą spokojnie w wózeczku obok  i obserwują świat dookoła. Nie myśl, że paryżanka ma przy sobie torbę wypchaną zabawkami  lub przekąskami dla dziecka.

Widok beztrosko bawiącego się malucha w wózku w restauracji, czy kawiarni obok spokojnie konwersującej mamy jest dla mnie ciągle szokiem. Czasami żałuję, że nie urodziłam dzieci w Paryżu i że od początku nie uczyłam się od paryżanek.

Pamiętam te czasy, jak wpadaliśmy do restauracji i jedliśmy w wielkim stresie, żeby tylko dziecko się nie zaczęło niecierpliwić 🙂  Kiedyś kawałek jedzenia utkwił mi w przełyku, bo nie zdążyłam go wcześniej pogryźć! Starałam się zjeść szybciej, niż to było możliwe, żeby tylko dziecko nie obudziło się z drzemki. Nie przyszło mi wtedy do głowy, że mogłabym kazać dziecku poczekać, aż spokojnie zjem.  Dziś się z tego śmieję i prawdę mówiąc z podziwem patrzę na paryskie rodziny z dziećmi w restauracji zjadające spokojnie i bez pośpiechu  3 lub 4 daniowy posiłek.

Cierpliwość jest prawdziwą cnotą i bardzo się w życiu przydaje. Nie wiem, czy paryżanie uczą cierpliwości dzieci, bo  są tak świadomymi rodzicami, czy wynika to raczej z ich wygody, ale korzyści tej nauki są liczne.  Ich dzieci nie tylko są grzeczniejsze i bardziej samodzielne, ale też mniej sfrustrowane i jęczące.

 

We wczesnej edukacji małych paryżan niebagatelną rolę odgrywają też maniery i umiejętność zachowania się w towarzystwie.  Dorośli z uporem maniaka wręcz uczą dzieci używania takich słów, jak „dzień dobry”, „do widzenia”, „dziękuję”, „proszę”, czy „miłego dnia”. Była to pierwsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę przyjeżdżając do Francji. Wszystkie dzieci z sąsiedztwa mówiły mi ” Bonjour Madame”. Za każdym razem, kiedy syn sąsiadów jechał za mną windą wypowiadał tę wyuczoną formułkę: „bonjour”  na początek i  „au revoir  et bonne journée”  przy wysiadaniu z windy.

Od razu zrozumiałam, że mam w tej kwestii pewne braki,  jeśli chodzi o wychowanie moich dzieci. Co prawda już w Polsce stale powtarzałam dzieciom,  że należy mówić „dzień dobry” sąsiadom, ale moje metody były mało skuteczne. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po pewnym czasie mój syn zaczął w Paryżu mówić „Bonjour Madame” i „Bonjour Monsieur”  każdemu napotkanemu sąsiadowi. Myślę, że nie jest to moja zasługa, ale efekt wychowania się w paryskim środowisku. Czasami żartuje sobie, że przynajmniej tą jedną rzecz udało się osiągnąć niewielkim nakładem pracy z mojej strony.

Wracając jednak do manier paryżanie są w tej kwestii bezwzględni – za każdym razem, kiedy goszczę u siebie koleżanki i kolegów moich dzieci słyszę, jak ich opiekunki lub rodzice nalegają, żeby się odpowiednio ze mną przywitały i pożegnały na koniec wizyty.

W tych chwilach trochę się wstydzę, jak sobie przypomnę ile razy usprawiedliwiałam własne dzieci, jak nie chciały się z kimś przywitać. Zawsze mówiłam, że są zmęczone lub nieśmiałe. Tymczasem to było zaniedbanie z mojej strony.

Dzieci funkcjonują w społeczeństwie, w którym obowiązują pewne normy. Im wcześniej się z tym oswoją, tym lepiej dla nich. W końcu my sami też kłaniamy się sąsiadom i używamy słowa dziękuje i proszę (choć prawdę mówiąc nie tak często, jak paryżanie).

W Paryżu nie do pomyślenia jest wejść do autobusu, czy sklepu i nie powiedzieć „bonjour”,  a przy wyjściu nie wymówić stałej formułki “merci Madame” lub “merci Monsieur  et bonne journée” (dziękuję Pani/ Panu i miłego dnia).

Bycie małym paryżaninem to nie tylko odpowiednie zachowanie i maniery, ale też styl ubierania się. Moda w Paryżu jest bardzo ważna. Dzieci właściwego podejścia do ubioru uczone są od najmłodszych lat. Kiedy wejdziesz do sklepu z dziecięcymi ubraniami nie znajdziesz w nim wzorzystych rajstop, kolorowych sweterków w misie, czy sukienek z nadrukiem Barbie. Maili paryżanie strojem i stylem niewiele różnią się od tych dużych.

karolina-i-mateusz-louvre-maly

Ubrania dzieci są w stonowanych kolorach, z niewielką ilością ozdób. Paryski styl możecie podejrzeć na tej stronie. Marka Petite Bergamote tworzona  jest przez moją polsko-paryską koleżankę i jej wspólniczkę. Dziewczyny doskonale oddają paryski styl i szyk w modzie dziecięcej 🙂

Czasami  wydaje mi się, że w Paryżu po prostu rozmiarówka jest trochę szersza. Tą samą spódnicę kupuje się dla mamy i dla córki, a tata z synem mogę spokojnie kupić identyczne swetry.

W niektórych szkołach obowiązują mundurki szkolne. Nie są jednak noszone jak za karę i nikt nie zastanawia się, czy dzieci powinny chodzić w mundurkach, czy nie.  W Paryżu mundurek oznacza raczej  prestiż i przynależności do danej grupy społecznej, dlatego noszone są z dumą.

Nawet jeżeli w szkole nie ma obowiązkowych mundurków to i tak dzieci i młodzież ubierają się raczej jednorodnie i noszą stonowane kolory: czarny, szary, granatowy, beżowy. Inne kolory noszone są w niewielkich ilościach i przeważnie w roli accessoir czyli dodatku. Co ciekawe paryscy rodzice nie mają problemów z nastolatkami noszącymi zbyt krótkie spódniczki, wyzywające makijaże, tony kolczyków w uszach, tatuaże,  kolorowe włosy, czy inne tego typu przejawy młodzieńczego buntu.

 

Paryskie dzieci nie mają czasu na nudę.  Ich dzień jest dobrze zagospodarowany.  Po szkole, którą kończą około godziny 16: 30 chodzą często na zajęcia dodatkowe. Warto o tym wspomnieć, bo podejście dzieci,  jak i rodziców do tych zajęć jest dość swobodne lub chociaż zgoła odmienne od tego, które zaobserwowałam w Polsce. Zajęcia dodatkowe to po prostu ciekawa forma spędzania czasu, nic więcej. Nie ma tutaj żadnego ciśnienia, ani rywalizacji.

Dziecko chodzi od dawna  na basen, ale jeszcze nie pływa? To tutaj norma. Pamiętam, jak kiedyś zapytałam przyjaciółkę córki, która od 2 lat chodzi regularnie na basen, czy lubi pływać. Jej odpowiedź mnie rozbroiła:  „nie wiem, bo jeszcze nie umiem pływać”. Co prawda chodzi na  basen, ale nikt niczego od niej nie oczekuje. Nauczy się pływać w swoim czasie, kiedy będzie gotowa.  Wystarczy, że oswaja się z wodą i dobrze spędza czas. Co bardziej istotne żaden rodzic nie biegnie z pretensjami do instruktora.

Rodzice nie specjalnie kontrolują postępy dziecka. Zresztą to nie o postępy tutaj chodzi, ale o miłe spędzanie czasu.  Ich rola ogranicza się do przyprowadzenia dziecka na zajęcia lub nawet nie – zwykle robi to opiekunka. Efekty pracy dziecka  i instruktora ogląda raz na koniec roku podczas specjalnego pokazu lub przedstawienia i w zupełności mu to wystarcza. Cokolwiek dziecko nie zaprezentuje rodzic jest zachwycony.  W końcu to mały paryżanin!

Dla zobrazowania zabawna anegdota. Moja córka chodzi na balet z córką byłego prezydenta. Na koniec roku na pokazie baletowym w pięknym teatrze była więc była para prezydencka. Kiedy na scenę wyszła ich córka wraz z innymi baletnicami zupełnie nie zawracała sobie głowy występem i układem choreograficznym. Jak tylko dostrzegła rodziców na widowni przez cały czas do nich machała i wysyłała im buziaki. Nie zaprezentowała swoich baletowych umiejętności, ale z pewnością skradła show. Rodzice byli z niej bardzo dumni. Mama krzyczała „bravo” najgłośniej z całej sali. Od dzieci oczekuje się super zabawy, a nie wyników.

27698408722_bd3fd58744_z

 

Paryżanie mają również dość swobodne podejście do języków obcych. Czasami żartuję, że gdyby nie opiekunki, to mali paryżanie nie znaliby innych języków poza francuskim. W szkole podstawowej język angielski czasami jest, ale rzadko. Dzieci zaczynają uczyć się języka obcego dopiero w wieku 11 lat. Francuzi uważają, że nie ma co dzieci na siłę zmuszać skoro i tak znają już francuski –  najważniejszy i najładniejszy język na świecie  🙂

 

Mali paryżanie uczą się przestrzegać pewnych zasad i funkcjonować w paryskim społeczeństwie, ale jednocześnie od najmłodszych lat wpaja im się, że są wyjątkowi dlatego, że są paryżanami właśnie. Nie muszą niczego udowadniać wystarczy, że są. To wpływa na ich poczucie własnej wartości i brak kompleksów.

 

O paryskich dzieciach i ich rodzicach mogłaby pisać jeszcze długo, bo to wdzięczny temat 🙂

Na tym jednak zakończę, bo muszę biec po dzieci do szkoły.

 

Na koniec jeszcze dodam, że paryżanie, o których piszę to mieszkańcy bogatej dzielnicy – tzw. Paryż Paryża. Nie mam pojęcia, jak wychowywane są dzieci w innych dzielnicach, czy na przedmieściach….

A jak Tobie się podoba paryski styl wychowywania?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No Comments

Post A Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.