Paryskie chodniki, czyli gdzie się podziała Francja –elegancja?

Paryskie chodniki, czyli gdzie się podziała Francja –elegancja?

 

Każde miasto ma swoje ciemne strony. Każde. Nawet Paryż  🙂 Jeżeli żyjesz w przekonaniu, że Paryż to wyłącznie miasto miłości, mody, świateł i romantycznych zakątków, to muszę Cię rozczarować. Jeżeli za nic w świecie nie chcesz pozbyć się takiego wizerunku miasta, to lepiej przestań czytać w tym miejscu 🙂

W dalszej części tekstu ideał sięgnie bruku 🙂

Niestety miasto, z którego Napoleon pragnął uczynić stolicę świata tonie w brudzie i smrodzie.

Rzecz to doprawdy niebywała, a jednak prawdziwa.

Nie jest tak źle, jak w XIX wieku, kiedy ulicami płynęły ścieki, śmieci wyrzucano bezpośrednio na ulice, ludzie grzęźli w błocie po kostki, a w powietrzu unosił się zapach trudny do zniesienia. Dobrze jednak też nie jest.

Choć mamy XXI wiek paryski chodnik nadal tonie w śmieciach, petach oraz ludzkich i psich odchodach.  Jedyne, co ciśnie się na usta to: wstyd i hańba!

brud w Paryżu

 

Na nic bogate dzielnice, na nic wylewanie hektolitrów wody na chodniki, na nic słynne zielone służby porządkowe skoro mentalność ludzka utknęła w pierwszej połowie XIX wieku.

Skąd taki stan rzeczy?

Paryżanie to  lud dumny. Być może nosząc wysoko głowę trudno dostrzec to, co leży pod nogami?

Łatwiej ominąć. Tak, paryżanie są w omijaniu doskonali. Jeżeli byłaby taka dyscyplina olimpijska nie mieliby sobie równych. Nie raz i nie dwa widziałam paryżan pokonujących miejski slalom gigant bez odrywania oczu i rąk od smartfona.

Sztukę omijania można trenować tutaj do perfekcji. Dzień po dniu. Niestety jesteśmy tylko ludźmi i każdy może mieć słabszy dzień. A wtedy dojście do metra, czy do boulangerie po bagietkę o „suchej” nodze  może stanowić prawdziwe  wyzwanie 🙂

Chwila nieuwagi i licho wzięło szyk i elegancję. Na próżno Ci szukać kawałka trawnika, by pozbyć się balastu. Jeżeli już znajdziesz małą kępkę tuż przy platanie nie pędź do niej ochoczo. Bynajmniej nie znajdziesz tam wybawienia, a raczej więcej tego, czego tak pilnie chcesz się pozbyć.

platany w Paryżu

Spacer z pieskiem to bułka z masłem. W końcu pieskowi wszędzie wolno  a pan, czy pańcia niekoniecznie zauważają. Spacer z dzieckiem to dopiero jazda, a dojście do szkoły, to prawdziwy bieg na orientację.

Pamiętam te czasy, jak codziennie ćwiczyłam czujność odbierając dziecko ze szkoły. Jedno w wózku, a drugie obok na hulajnodze. Kontrolujesz wtedy wszystkie koła, jedną nogę dziecka i swoje dwie 🙂 Czasami się udawało 🙂 Zwłaszcza kiedy dziecko zareagowało na pierwszą komendę:  stój, uważaj lub omiń. Zresztą na drugą  zwykle nie było czasu. Bywało, że but dziecka dotarł do domu w dobrym stanie, ale ulubione baleriny mamy trzeba było pożegnać. C’est la vie à Paris!

Psie niespodzianki, to jednak nie jedyna bolączka paryskiego chodnika. Choć trudno w to uwierzyć stanowi on także toaletę dla ludzi, a zwłaszcza dla panów. Jedziesz autem i nagle bardzo Ci się zachce. Pas de problème. Na czerwonym możesz przecież wyskoczyć na chwilę za drzewo. Nie ma drzewa? Wyskoczyć dalej możesz w końcu z naturą nie wygrasz.

Choć teraz to są trudne czasy.

Kiedyś było lepiej, przynajmniej panom.

W mieście było aż 470 publicznych pisuarów.  Zresztą jeden można „podziwiać” i o zgrozo nie tylko podziwiać, aż do dziś. Zalecane jest jednak ustawić się w bezpiecznej odległości 🙂

pisuar bd Argo Paryż

Taki pisuar to dopiero wynalazek. Potrzebę można było załatwić prawie w biegu. A i poczytać było co, bo na początku pisuary pełniły również rolę słupów ogłoszeniowych. Takie praktyczne i pożyteczne w jednym. N’est-ce pas?
pisuar w Paryżu

Choć pisuary zlikwidowano w 1961 roku (tak, dopiero) niektórzy  wzdychają do nich tęsknie. Ostał sie jeden na pamiatkę. Co prawda dziś miasto oferuje darmowe, publiczne toalety, ale to już nie to samo. Zamykane. Wiatru we włosach nie poczujesz.

Paryski chodnik pełni niestety nie tylko rolę toalety, ale również doskonale sprawdza się, jako gigantyczny kosz na śmieci. Taki to dopiero pomieści. Czego tu nie ma – ery, bery, pompki, rowery, kartony, telefony, książki, stara kanapa w prążki, lek na ból ucha i stara pielucha, ulotki, kij od szczotki, wyblakłe obrazy i inne bohomazy. No raj prawdziwy.

Miasto  przyjmie od mieszkańca każdy odpad. Wystarczy przed dom wystawić, a potem tylko czekać. Niektórzy potrafią wynieść zawartość całego mieszkania.  Co lepsze kąski od razu znajdują nowych właścicieli, ale stare muszle klozetowe i lustra, w których nie rozpoznasz swojego odbicia muszą nieraz swoje odczekać. Prawdziwa ozdoba miasta. A jak miło wypić w takich okolicznościach café za rogiem…

Pewnie zastanawiasz się, jak to możliwe, że w tym mieście nikt nie sprząta?!

I tutaj zaskoczenie. Służb sprzątających w mieście nie brakuje.  Do sprzątania miasta zatrudnionych jest 4 800 pracowników.  Zamiatają oni codziennie 2 900 km chodnika, opróżniają codziennie 30 000 koszy na śmieci oraz myją lub odkurzają 1 600 km ulic raz w tygodniu! Wiem trudno w to uwierzyć, ale   wszystko to wyczytałam na stronie służb porządkowych, więc zakładam, że tak właśnie jest.

Wysiłek to jednak próżny kiedy miasto zaśmieca 2 miliony mieszkańców i 30 milionów turystów rocznie. Jak głoszą plakaty rozwieszone na przystankach autobusowych samych tylko petów zbiera się tutaj 350 ton rocznie. Nie wspominając o innych śmieciach i psich odchodach.

pety w Paryżu

Zastanawiasz się, co zrobi paryżanin z ulotkami wetkniętymi za wycieraczkę samochodu? Wyrzuci do pobliskiego kosza? Zabierze ze sobą do auta i wyrzuci, jak znajdzie kosz? Czy może po prostu rzuci na ziemię?

Żadna odpowiedź nie jest prawdziwa 🙂

Paryżanin rzuci ulotki na ziemię, a przy okazji dorzuci trochę śmieci ze swojego samochodu. Jak sprzątać, to sprzątać!

To samo zrobi z papierkami, które znajdzie w kiszeni płaszcza, z biletem na metro, czy z pustą puszką lub butelką.  No bo przecież w mieście koszy brakuje – powie oburzony stojąc tuż obok jednego z nich.

Jeżeli wydaje Ci się, że w domu z dziećmi trudno utrzymać porządek, to pomyśl, jak tu zachować porządek w zatłoczonym mieście pełnym ludzi zachowujących się, jak dzieci?

Nie jest to jednak mission impossible. Są miasta, którym się to udaje. Tokyo dla przykładu. Tam na ulicach lśni. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie katorgi przeżywa w paryskim brudzie moja japońska koleżanka.

Inna sprawa, że czasami same metody sprzątania też pozostawiają wiele do życzenia. Zielone miotły, w które miasto wyposaża pracowników to nadają się co najwyżej do tego, żeby się o nie oprzeć, a nie żeby coś nimi zamieść.

zielona miotla w Paryżu

 

Zamiast mioteł stosuje się też metodę odkurzania za pomocą dmuchawy– czyli przesuwania śmieci z miejsca w miejsce i zalewania chodników wodą.

W lepszych dzielnicach przy kamienicach o poranku stoją całe rzesze tzw. concierge (ktoś w rodzaju dozorcy), którzy wylewają litrami wodę na chodnik. Pal licho, że codziennie masz wrażenie, że padało, ale jakie to marnotrawstwo!

Nie wspominając już o rwących potokach płynących ulicami. To dopiero jest wynalazek – iście paryski.  Po co zamiatać skoro można odkręcić wodę?  W Paryżu prawie wszystkie ulice są zbudowane pod kątem po to, żeby na górze ulicy można było odkręcić tzw. bouche de lavage, czyli zawór z wodą i sprawić, żeby woda płynęła w dół, jak rwący strumień zbierając nieczystości do bouche d’égoût czyli kratki  kanalizacyjnej. Sprytne? Raczej nie.

Co o brudnych chodnikach i ulicach myślą sami paryżanie? Oczywiście obarczają winą za ten stan rzeczy turystów. Nic to, że w dzielnicy, w której mieszkam, jeżeli spotkasz turystę to z pewnością się zgubił, a śmieci i brudu nie brakuje, oj nie 🙁

Zresztą w Paryżu brudne są nie tylko chodniki, ale to już temat na inny wpis. Dziś więcej nie zniosę 🙂

 

 

 

No Comments

Post A Comment

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.