Jak przetrwać w paryskim metrze?

Paryżanie mówią, że metro jest pratique i rapide  (praktyczne i szybkie). To prawda, ale to tylko ułamek tego, co tak naprawdę można o metrze powiedzieć.

Teoretycznie powinien to być po prostu środek transportu publicznego. Teoretycznie, bo w Paryżu wszystko wygląda inaczej 🙂

Nigdzie nie poznasz, tak dobrze prawdziwej twarzy paryżanina, jak w metrze właśnie. Tutaj obserwujesz go w akcji. Poznajesz jego nawyki, zachowania, styl ubierania się, podglądasz, co czyta, czego słucha, jakie strony przegląda na FB, czy wreszcie jakiego języka używa. To świetny punkt obserwacyjny, najlepszy.

Paryżanie w metrze dzielą się na tych z telefonem i słuchawkami w uszach i na tych z książką. Ci pierwsi są cool i kreują się na postępowych.  Ci drudzy to raczej cool intelektualiści albo przynajmniej, tak chcą być postrzegani. Tymczasem książki, które czytają to żadna wyszukana i ambitna literatura. Ot zwykłe czytadła pozwalające przetrwać trudną podróż.  Stateczni panowie, czy panie  częściej czytają gazetę. Młodzi raczej korzystają z Kindla lub przeglądają komiksy. Widok około 30 letniego elegancika z komiksem dla nastoletnich chłopców jest  dość powszechny 🙂

Paryżanin opanował sztukę czytania w ekstremalnych warunkach do perfekcji. Nie odpuszcza nawet w największym tłoku. A tłoku nie brakuje. Zwłaszcza w godzinach porannych i wieczornych. O poranku wagony metra wypełnione są po brzegi tzw. klasą pracującą – wszyscy ubrani w  ciemne kolory i szaliki.  Prawie identycznie wyglądający mężczyźni i kobiety starają się na wdechu, jak najszybciej dotrzeć do pracy. Patrząc na ten ścisk wiesz już dokładnie dlaczego Paryż pełen jest szczupłych lub bardzo szczupłych ludzi.  Chodzi o to, żeby więcej ich zmieściło się do jednego wagonu metra 🙂

A pojemność takiego wagonu, jak się okazuje jest przeogromna. Kiedy masz wrażenie, że już tam szpilki  nie wciśniesz, to paryżanin jeszcze się zmieści. Zaprze się i wciśnie. W końcu “il est toujours très pressé” (zawsze się spieszy) .

Myślisz sobie, że po co się tak spieszyć i wciskać za wszelką cenę? Przecież kolejne metro przyjedzie za kilka minut. W godzinach szczytu nawet za dwie. Czasami musisz jednak przepuścić takich pociągów 4, a nawet 5 zanim się wepchniesz. Mądry paryżanin o tym wie. Zresztą zegar odliczający czas do następnego metra rządzi się swoimi prawami. Tutaj minuta może oznaczać wiele 🙂

wejście do metra w Paryżu

Choć wsiadanie do metra po sygnale jest zabronione ludzie robią to nagminnie. Uwielbiają testować długość tego sygnału – niektórzy aż do bólu. Przytrzaśnięta drzwiami ręka, czy noga to dość powszechny widok. Paryżanie lubią też zwlekać z wysiadaniem. Teoretycznie najpierw ludzie wysiadają, a potem wsiadają. W praktyce, jeżeli chcesz czekać, aż wszyscy wysiądą, to być może nigdy nie zdążysz wsiąść. Zwykle więc ludzie napierają na siebie z  dwóch stron.  Takie mocowanie, kto silniejszy zupełnie, jak w amerykańskim footbolu.

Paryżanin, żeby się obudzić rano potrzebuje kawy. Wszystkie kawiarnie są do jego dyspozycji od wczesnych godzin porannych. Większość z nich oferuje kawę à emporter (na wynos).  Paryżanin łapie więc swoją kawusię w biegu i pędzi z nią do metra. Biada Ci, jak staniesz w okolicy jego kartonowego kubeczka. Kubeczek niby z wieczkiem, ale w przypadku gwałtownych ruchów, a takich w metrze nie brakuje,  wieczko na nic Ci się nie przyda.

Niektórzy czas, który spędzają w metrze wykorzystują na lekturę, inni na nadrobienie zaległości w mediach społecznościowych, a  jeszcze inni na słuchanie audiobooka, czy muzyki. Są też tacy i tego pojąć nie mogę, którzy wykonują w metrze poranną toaletę (makijaż, szczotkowanie włosów, czyszczenie butów). Czynności te wykonuje się oczywiście na siedząco. Zastanawiające jest więc to, jak taka metrowa makijażystka zawsze zdobywa miejsce siedzące? A jak nie uda jej się takiego znaleźć, to czy odpuszcza makijaż, czy walczy na stojąco próbując za wszelką cenę utrzymać równowagę nie wkładając jednocześnie mascary do oka?

 

Jak myślisz, w którym wagonie mieści się najmniej paryżan?

Metro tłum

W tym, w którym są turyści. Turysta to prawdziwa zmora paryżan – zwłaszcza w godzinach szczytu.  Poznasz go bezbłędnie, po tym, jak  notorycznie łamie tajny kod obowiązujący w metrze. Jedną z niepisanych zasad jest to, żeby nie utrudniać tego, co i tak jest już trudne. Skoro w jednym wagonie metra jedzie ilość ludzi zbliżona do ilości sardynek w puszcze, przy czym ułożenie tych ludzi do złudzenia przypomina to z puszki, to staraj się być niewidzialny lub chociaż niesłyszalny.

Paryżanie sumiennie przestrzegają tego kodu. Skoro ścisk i podróż jest trudna do zniesienia, to po co jeszcze dodatkowo ją  utrudniać. Niestety rozbawieni zazwyczaj turyści po pierwsze nie znają tego kodu, a po drugie są na wakacjach,  więc są wyluzowani, a nie spięci, jak paryżanie jadący do pracy.

Swoją drogą  kochany turysto skoro jesteś na wakacjach, to po co wstajesz wraz ze wschodzącym słońcem i biegniesz w porannych godzinach szczytu do metra?  Czy naprawdę nie wiesz, że Twój obiektyw wbija się w plecy paryżanina?  Czy nie czujesz, że Twój plecak albo uwiera jego wątłe ciało albo,  co gorsza policzkuje go przy każdym Twoim ruchu? Odczekaj godzinę i delektuj się świeżym powietrzem w wagonie. Zabytki nie uciekną. No dobrze na świeże powietrze nie masz co liczyć, ale na  trochę więcej przestrzeni owszem.  Dodatkowo unikniesz nienawistnych spojrzeń umęczonego podróżą paryżanina. Nie wyprowadzisz go też  z równowagi już po wyjściu z wagonu tarasując ruchome schody.

Korzystanie ze schodów też jest wpisane do tajnego kodu. Jeżeli nie chcesz wyjść na gbura i ignoranta stawaj zawsze po prawej stronie i  zostaw lewą wolną dla tych, którzy się śpieszą. Łamiąc ten kod narażasz się na gniew prawdziwy paryżanina. Przywróci Cię on do porządku stanowczym „pardon” i nazwie banlieusard, czyli człowiekiem z przedmieścia. Wierz mi, że to najgorsza obelga.

stacja metra

Pomimo tego, że paryżanin dostrzega liczne wady metra, to jednak pozostaje z nim w stałym związku.

Związek ten jest silny i trwały, ale raczej szorstki.

Paryżanin lubi na metro narzekać, ale też nie wyobraża sobie bez niego życia. W końcu metrem dojedzie w 30 do 40 minut do każdego miejsca w mieście. Nie musi przejmować się zakorkowanymi ulicami, uważać na przechodzących byle gdzie i byle jak przechodniów, czy  godzinami szukać miejsca do zaparkowania.

Metro, choć praktyczne,  to potrafi też wyprowadzić  paryżanina z równowagi. Nie tylko jest zatłoczone i brudne, ale też często strajkuje.  Strajk dla paryżanina c’est comme une prise d’otage, czyli, jak wzięcie zakładników. Prawdę mówiąc nie widzę związku pomiędzy zakładnikami a strajkiem, ale 5 lat w paryskim metrze nie upoważnia mnie przecież do wydawania osądów na temat uczuć paryżan 🙂

Na dodatek jednym z ulubionych zajęć paryżanina jest narzekanie na metro właśnie i na obsługę RATP (pracownicy metra). Dajmy mu żyć – niech robi swoje 🙂

Jeżeli chodzi o czystość w metrze i na stacji, to nie ma o czym pisać. Czysto już dawno przegrało walkę z brudno, a może od razu się poddało?  Praktycznie najlepiej byłoby niczego nie dotykać. Niestety czasami musisz, zwłaszcza, jak jedziesz w starym wagonie, gdzie drzwi nie otwierają się automatycznie. W zimie to pół biedy, w końcu masz rękawiczki, ale w innych porach roku…  Cóż czasami przydają się bardzo długie rękawy, które można dodatkowo naciągnąć. Nieraz jest zabawnie, kiedy więcej ludzi wysiada i wszyscy zwlekają z otwieraniem drzwi licząc, że ktoś inny to zrobi 🙂

Siedzenia w metrze też, delikatnie rzecz ujmując, zbyt czyste nie są. W sumie to  lepiej  nie ryzykować, zwłaszcza o poranku, kiedy przed Tobą cały dzień  w garderobie, którą masz na sobie.

Na peronie też raczej nie siadaj. Zresztą to głównie miejscówki dla bezdomnych.

Linii paryskiego metra jest 14. Każda oznaczona jest innym kolorem. Prawdziwy paryżanin zna je wszystkie. Wie dokładnie, jakiego koloru jest dana linia i gdzie nią dojedzie. Rozkłady jazdy są tylko dla zbłąkanych turystów.

Metro funkcjonuje w obrębie Paryża. Chcąc wyjechać poza miasto, korzystasz  z innego pociągu: RER-a, ale to już paryżanina nie obchodzi z 2 powodów. Po pierwsze: kto by chciał opuszczać miasto?! Po drugie RER – y są dla tych, co mieszkają w banlieue (na przedmieściach), a  z takimi paryżanin się nie brata. Paryż jest tylko jeden i mieści się w obrębie peryferyka.  Kropka.

Paryżanin tak dobrze zna swoje metro, że porusza się po nim nie odrywając oczu od telefonu. Stojąc na peronie wstukuje smsy. Kiedy metro podjedzie wchodzi do niego nie odrywając oczu od telefonu nawet na chwilę. W metrze wpatruje się w ekran bez przerwy, a potem jakby nigdy nic wysiada na swojej stacji. Skąd wie, na której stacji wysiąść? Nie wiem. Wiem, że wysiada i krąży w podziemnych korytarzach, nieraz bardzo zawiłych, skrolując ostanie newsy na FB lub oglądając zdjęcia na Instagramie.

metro paryż

Podróż w metrze to nie zawsze ścisk i wszechobecny fetor. Jeżeli masz szczęście możesz załapać się na  darmowy, całkiem fajny koncert. To niezwykłe miasto przyciąga muzyków z całego świata, których marzeniem jest koncertowanie w Paryżu, choćby na stacji metra. Jak trafisz na świetny  zespół lub wokalistę nie zdziw się, jak przejedziesz swoją stację metra 🙂

Poza muzykami w metrze spotkać możesz ogromne ilości bezdomnych. Większość z nich po prostu tam mieszka, część tylko tam „pracuje”, czyli opowiada codziennie tą samą smutną historię i liczy na parę groszy lub tzw. ticket restaurants, czyli bon  na obiad lub zakupy.

Bezdomnych jest tak dużo, że paryżanie traktują ich już jako stały element podziemnego krajobrazu.  Tak bardzo wtapiają się oni w otoczenie, że stają się dla paryżan niewidzialni.

Nie oznacza, to że paryżanie są całkiem bez serca. Nie raz widziałam, jak poratują bezdomnego groszem, papierosem, czy ticketem.

 

 

Paryżanin i metro są, jak stare dobre małżeństwo. Często się kłócą, ale żyć bez siebie nie mogą!

 

 

 

 

11 komentarzy

  1. joanna | 21st lut 17

    Super obserwacja i teksty .Osobiscie nie pokochałam metra i kiedy jestem w Paryżu a mam wybor jadę autobusem i oglądam miasto.Wydaje mi się że autobus jest bardziej przyjazny choć tu też są pewne zasady .buziaki twoja wielbicielka

    • Ania | 21st lut 17

      Też wolimy autobus, bo widoki z okna są ciekawsze, choć ten też rządzi się swoimi prawami 🙂 W sumie można by kolejny post napisać…

  2. Łukasz | 22nd lut 17

    Jazda metrem ma swoje pozytywne strony. Jadąc ranem do pracy linią nr 1, dzieląc swoją przestrzeń osobistą wraz z innymi pasażerami, bujamy się wszyscy rytm jadącego pociągu. Każdy próbuje jakoś złapać równowagę, walcząc o dostęp do drążka, trzymając teczkę z laptopem w jednej ręce, książkę / czytnik / telefon w drugiej. Na szczęście jak jest naprawdę ciasno, drążkiem nie trzeba się przejmować. Ścisk ma jeszcze jedną dobrą stronę – nie da się głęboko odetchnąć, a więc nie wdycha się różnych zapachów. No i mój ulubiony moment – wyjście z wagonu. Człowiek niby wyszedł z wagonu, ale ponieważ kilka setek towarzyszy niedoli też postanawia wysiąść – wciąż panuje ścisk, tyle tylko że na peronie. Wszyscy miarowym, posuwistym krokiem podążamy w jednym kierunku – jak na reklamie Apple z 1984 – ku powierzchni.

  3. Magda-Lekka Zmiana Mamy | 8th maj 17

    Świetny tekst Aniu. Ile to można mieć wniosków jeżdżąc w metrze :)) Ja byłam tym turystą z mapą :)) Jakby nie było – metro ułatwiało bardzo sprawne poruszanie się po Paryżu 🙂

    • Ania | 8th maj 17

      Dzięki Magda 🙂 Ja kiedyś też byłam turystką i też z mapą i aparatem podróżowałam. Znam obie strony medalu 🙂

  4. Patrycja | 22nd maj 17

    Widzę, że metro londyńskie, to przy paryskim, to bułka z masłem;P

    • Ania | 22nd maj 17

      Muszę w takim razie przetestować londyńskie 🙂

  5. Gleam Oblivion | 22nd maj 17

    Nigdy nie byłam w Paryżu. Świetna obserwacja dotycząca metra. Jak stare, dobre małżeństwo powiadasz?? Można żyć bez metra, ale jakoś tak nudniej 🙂

    • Ania | 23rd maj 17

      Ano nudniej 🙂 Paryż trzeba odwiedzić, po prostu trzeba 🙂 Dzięki za komentarz

  6. Antonina | antonita.pl | 23rd maj 17

    Świetny tekst! Aż wróciły wspomnienia z mojego roku w Paryżu, gdy pracowałam jako au-pair… Miałam sieciówkę “na wszystko”, najeździłam się metrem i RER ile się dało… Co jakiś czas, głównie w weekendy, przerzucałam się na autobusy bo wtedy jednak można podziwiać miasto, a ciemności metra są trochę dołujące 😉 Pamiętam te poranne tłumy w metrze. Ja jeździłam na zajęcia do szkoły językowej, więc nie czułam żadnej presji, ale setki osób spieszyły się do pracy i było dokładnie tak jak opisujesz 🙂

    • Ania | 23rd maj 17

      To prawda, że ciemności metra są przytłaczające. Też wolę autobus i widoki za oknem. Dzięki za komentarz 🙂

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.