Minimalizm po parysku

Kiedy przeprowadzasz się do innego kraju wiesz doskonale, że czeka  cię szkoła życia i  lekcje do przerobienia.

Paryż nauczył mnie wielu rzeczy.

Niektóre  lekcje były proste.  Przyswajanie innych przychodziło i nadal przychodzi mi z trudem.  Były też takie, które stanowiły niesamowite zaskoczenie, bo nie tak to sobie wyobrażałam…

Opowiem ci o jednej takiej rzeczy, która mnie zaskoczyła w bardzo pozytywny sposób. Z pewnością będzie to jedna z najcenniejszych „pamiątek”, jakie przywiozę z tego pięknego miasta.

Ta cenna nauka, to paryskie zamiłowanie do umiaru, które swoją drogą jest bardzo zaraźliwe.

Spodziewałam się wielu rzeczy po paryżanach, ale minimalistyczne podejście do wielu dziedzin życia było dla mnie odkryciem.

Oczywiście pisząc o minimalizmie paryskim nie mam na myśli ascetycznego podejścia do życia. Co to, to nie. Paryżanie lubią z życia korzystać, tyle że z umiarem.

Paryż zawsze kojarzył mi się z przepychem, bogactwem, stylem, elegancją, wielodaniową kuchnią, winem, czy nieustającą imprezą, ale nigdy nie z umiarem, czy wręcz minimalizmem.

A tymczasem ulubione słowa paryżan to petit (mały). Używanie go lub raczej nadużywanie nie jest przypadkowe. Paryżanie uwielbiają pić małe kawki w małych kawiarenkach przy mikroskopijnych stolikach.  Delektują się maleńkim deserem w towarzystwie maleńkiego pieska.  Lubią też parkować swoje małe autko na jeszcze mniejszych parkingach. Wożą swoje dzieci w maleńkich, wąskich wózkach od początku przyzwyczajając je do tego, że przestrzeń jest ograniczona 🙂

Można by rzec, że ten minimalizm został na nich wymuszony poprzez warunki, w jakich przyszło im żyć. W Paryżu jest przecież tłoczno i ciasno. Kiedy jednak obserwuję starsze pokolenie paryżan i rozmawiam z nimi, to odkrywam, że ta skłonność do minimalizmu „siedzi” w nich od lat  i była też obecna, kiedy w mieście „żyło się spokojniej”.

Paryski minimalizm nie dotyczy oczywiście wszystkich dziedzin życia. Jest jednak kilka takich, w których jest on szczególnie widoczny.

Paryska moda

Ostatnio widziałam na mieście afisz zapowiadający paryski tydzień mody. Było na nim napisane “La Mode aime Paris” (moda kocha Paryż).  Pomyślałam, że to bardzo trafne określenie. Odkąd tu mieszkam mam wrażenie, że tak właśnie jest, że to moda kocha Paryż, a nie Paryż kocha modę.

Paryżanie owszem lubią wyglądać dobrze i z klasą, ale sama moda nie specjalnie zaprząta ich umysły.

Czasami mam wrażenie, że ludzie z całego świata przyjeżdżają do Paryża po modowe inspiracje, ale szukają ich nie tam, gdzie trzeba.

Prawdziwa paryska moda nie chodzi po wybiegach, tylko jeździ metrem lub spaceruje po paryskich chodnikach.

Jest skromna, niewyróżniająca się i klasyczna, dlatego tak trudno ją dojrzeć.

Paryżanki i paryżanie lubią wyglądać prosto i elegancko. Za nic w świecie nie chcą  wyróżniać się z tłumu, ani tym bardziej krzyczeć swoim ubiorem.  Potrafią doskonale wtapiać się w otoczenie  i stawać się niewidzialni.

Za modą się nie uganiają.  Nie śledzą specjalnie trendów i nie poszukują stylu.  Oni mają swój styl – ten sam od lat i nic nie wskazuje na to, żeby chcieli go zmieniać. W ich szafach na stałe zagościła czerń, klasyka i dobra jakość. To właśnie te 3 proste zasady umożliwiają paryżanom minimalistyczne podejście do ubioru.

Czarne spodnie, czarna skórzana kurtka, czy karmelowy  płaszcz są ponadczasowe,  chic i pasują do wszystkiego. Stonowana kolorystyka powoduje, że wszystkie ubrania doskonale się ze sobą komponują i dają możliwość tworzenia różnych kombinacji, bez konieczności ciągłego dokupywania ubrań.

Ostatnio, jak robiłam zakupy w jednym ze sklepów w przymierzalni spotkałam 3 paryżanki, które wybrały się na wspólny shopping. Przymierzały najbardziej „odjechane” stroje, śmiały się przy tym i doskonale bawiły. Kiedy jednak stanęły do kolejki do kasy, miały w rękach same „neutralne” kolory i fasony: białe t-shirty, czarne, gładkie topy , czarne marynarki i czarne baleriny.

Paryżanki niejednokrotnie mówią mi, że klasyka to podstawa. Pasuje do każdej sytuacji. W klasycznym stroju zawsze wyglądasz dobrze i czujesz się dobrze. Po co eksperymentować i wydawać pieniądze na coś, co sprawdzi się tylko w jednym sezonie albo nawet nie?

No właśnie po co?

Paryżanki lubią pięknie wyglądać, ale niekoniecznie lubią wydawać dużo pieniędzy na ubrania. Są mistrzyniami „polowania” na okazje w ich cudownych sklepach vintage (second hand),  w których można znaleźć prawdziwe skarby.  Podpatrzyłam, że kupują tutaj męskie, klasyczne marynarki, które potem fantazyjnie przewiązują wąskim paskiem.  Wyglądają w nich odlotowo. Na szczęście paryżanie są bardzo szczupli i łatwo znaleźć taką marynarkę, nawet jak się jest bardzo szczupłą paryżanką albo Polką 🙂

 

Jedzenie po parysku

Paryżanie kochają jeść. Zresztą, jak wszyscy Francuzi, a właściwie, jak wszyscy ludzie 🙂

Nic dziwnego, że czas na posiłek jest święty. Każdy dzień jest, tak zaplanowany, żeby była choć godzina na jedzenie.  Nie chodzi wcale o to, że paryżanie tyle jedzą, że potrzebują aż godziny. Chodzi raczej o to, że oni lubią się jedzeniem delektować.

Ich porcje są niewielkie. Tutaj też króluje minimalizm. Na śniadanie przeważnie piją kawę, którą zagryzają bagietką z masłem. Słynne croissanty też jedzą, ale mają je również w wersji mini i te są bardziej popularne.  Na lunch jedzą sałatkę – i to niewielkich rozmiarów, maleńki deser (często jogurt lub owoc) i jeszcze mniejszą kawkę.

A przy okazji kawki wiesz, że zamawiając kawę w Paryżu dostaniesz zawsze tylko jedną kostkę cukru lub jedną saszetkę? Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby kelner podał więcej, niż jedną kostkę cukru do kawy. Paryżaninowi nigdy nie przyszłoby do głowy, żeby przesłodzić kawę. Zresztą spora część z nich pije kawę czarną i gorzką.

Podobnie jest z kolacją. Nawet jeżeli składa się ona z kilku dań, to są one niewielkich rozmiarów. Inną ważną kwestią jest to, że paryżanin je tylko w określonych porach (3 razy dziennie). Nie spotkasz go na ulicy z kanapką lub w biurze zagryzającego orzeszki.

Ot cały paryski sekret wyjaśniający dlaczego paryżanie są szczupli.  Jedzą mało. Stawiają za to na różnorodność, nie odmawiają sobie przyjemności i delektują się każdym kęsem.

Ich styl jedzenia określiłabym jako minimalistyczny, ale z przepychem 🙂

Paryskie mieszkania

Przestronne appartement

Dzielnica, w której mieszkam pełna jest pięknych haussmanowskich kamienic z cudownymi, nawet 300 metrowymi apartamentami.  Większość tych apartamentów jest umeblowana w ten sposób, że kiedy do nich wchodzisz masz wrażenie, że cofnęłaś się w czasie: piękne żyrandole, stare meble, lustra, obrazy,  sofy,  krzesła  i stoły. Zupełnie, jak w muzeum.

Mieszkania te są pięknie umeblowane, ale nigdy nie zagracone.  Paryżanie otaczają się bowiem pięknymi przedmiotami w umiarkowanej ilości. Nie spotkasz tutaj kominka zastawionego bibelotami. Stoi na nim elegancki zegar, wazon lub po prostu kominek  stanowi ozdobę sam w sobie.

Kochają też starocie. Targi staroci są tu bardzo powszechne. Paryżanie naprawiają swoje meble dotąd, dopóki jest to możliwe. Nie kupują nowych rzeczy, dopóki stare całkowicie się nie zużyją. Firmy tapicerskie i renowatorskie nie narzekają tutaj  na brak zleceń.

Jak już widzisz wystawiony na ulicy stary mebel do wyrzucenia, to możesz być pewna, że nie da się go już naprawić 🙂

Minimalne zakupy

Kiedy wprowadziliśmy się do naszego mieszkania w Paryżu szybko zaczęłam zwracać na siebie uwagę sąsiadów, kiedy raz w tygodniu robiłam wielkie zakupy.

Kiedy ciągnęłam dwa zakupowe caddie (wózki na kółkach) sąsiedzi nieustannie pytali mnie, czy organizuję przyjęcia rodzinne albo czy mam liczną rodzinę?

Ciągle zadziwia mnie, kiedy na okolicznym rynku  paryżanie kupują 2,3 plasterki wędliny, kawałeczek serka, jak dla myszki, bagietkę i odrobinę masła na wagę. Możecie sobie wyobrazić minę sprzedawcy, jak proszę o bochenek chleba.  En entier? Cały ? Zawsze pytają z ogromnym zdziwieniem. Paryżanie kupują chleb na kromki lub ewentualnie na ćwiartki. Cały chleb na raz, to dla nich prawdziwy szok. Ziemniaki zresztą też na sztuki kupują 🙂

Patrząc na większość  paryskich kuchni nie dziwię się skąd to zamiłowanie do małych zakupów. Większa ilość jedzenia się po prostu w nich nie mieści.

Kiedy szukaliśmy dla siebie mieszkania w Paryżu większość, które oglądaliśmy miała kuchnie bardzo małe, ciemne i gdzieś „na tyłach” obok tzw. porte de service czyli wejścia dla służby.  Kiedyś służba zajmowała się przygotowywaniem posiłków, logiczne było to, że kuchnie były małe i znacznie oddalone od części dziennej mieszkania.  Niektórzy przerobili swoje apartamenty i przenieśli kuchnię do bardziej centralnej część domu. Spora ilość mieszkań pozostawiła jednak układ bez zmian. Mała, ciemna kuchnia nie sprzyja twórczości kulinarnej, ani robieniu zapasów.

Drugą rzeczą jest to, że paryżanie nie jedzą dużo, ale za to dobrze. Jedzenie zawsze musi być świeże. Wolą więc wyskoczyć 7 razy w tygodniu na małe zakupy, niż zajadać czerstwą bagietkę. Zresztą czerstwą bagietką, to pogardzą nawet paryskie łabędzie.

Weekend po parysku

Paryżanie podchodzą także minimalistycznie do spędzania weekendów i wolnego czasu.

Kiedy robi się ładna pogoda lubią spędzać czas na łonie przyrody. Nie myśl jednak, że wszyscy wyjeżdżają poza miasto do lasu lub w inne ustronie. Paryżanie doskonale potrafią zrobić użytek z każdego skrawka zieleni. Kiedy tylko słońce trochę zaświeci wszystkie parki i polanki zajęte są piknikującymi paryżanami.  Wynoszą swoje koce, rozkładane stoliki, jedzą, piją, rozmawiają, grają z dziećmi w piłkę i tak przez cały dzień. Nie muszą wsiadać do auta, żeby szukać kontaktu z naturą. Do pełni szczęścia wystarcza im kawałek  trawnika i kocyk 🙂

 

Minimalne przyjęcie

Chociaż Francuzi słynną z wystawnych, ciągnących się godzinami kolacji, to jednak częściej niż za stołem możesz ich spotkać na stojąco z lampką wina i mini kanapeczką w dłoni. Paryżanie bardzo często urządzają imprezy na stojąco z małymi przekąskami: małe kanapki z foie gras, pomidorki koktajlowe, mini słodkości, czy chipsy. Nie uwierzysz, jak oni dużo chipsów jedzą.  Nie pytaj, jak to się dzieje, że nie idą im w biodra.  C’est mysteriuex.  Wiosną i latem sporo takich grupek ucztujących na stojąco lub na ziemi spotkasz nad brzegiem Sekwany. Chrupią surowe warzywa, zagryzają  chipsami, serem i popijają winem 🙂 Często przynoszą też instrumenty: grają,  śpiewają, tańczą.  Nie potrzebują wystawnych kolacji, ani szalonych imprez w paryskich lokalach. Często miejsca te są tylko i wyłącznie dla turystów. Paryżanin woli lampkę wina przy świeczce i kawałku sera nad brzegiem rzeki.

Voilà  paryski minimalizm w pigułce

 

19 komentarzy

  1. Aneta | 28th mar 17

    Paryż zawsze mnie zachwycał, choć jeszcze nigdy tam nie byłam. To punkt na mojej podróżniczej liście i dlatego tym bardziej post był dla mnie interesuacy! Jestem w szoku – Francuzi naprawdę jedzą tyle chipsów? W życiu bym nie powiedziała!

    • Ania | 28th mar 17

      Cieszę się bardzo Aneto. Paryż po prostu trzeba zobaczyć, bo żadne słowa nie są w stanie go opisać 🙂

  2. Sylwia | 28th mar 17

    Mmm…
    Aż chce się do Paryża 🙂

    • Ania | 28th mar 17

      Paryż to zawsze dobry pomysł 🙂

  3. Magdalena | 29th mar 17

    serdecznie dziękuję za odczytanie dla mnie kart anielskich! przekaz bardzo trafny, aż uwierzyć nie mogłam! raz jeszcze dziękuję 🙂

    • Ania | 30th mar 17

      Bardzo się cieszę Magdo 🙂 Anioły wiedzą wszystko 🙂

  4. Pola | 8th cze 17

    Wiele można się nauczyć z podróży! Dlatego warto czasem gdzieś pojechać i poszerzyć horyzonty.

    • Ania | 8th cze 17

      Oj tak – poszerzam horyzonty już prawie 6 lat 🙂

  5. Marysia | 8th cze 17

    Muszę koniecznie popracować nad wprowadzeniem paryskiego minimalizmu do mojego życia. Podoba mi się zwłaszcza pomysł na robienie zakupów codziennie , a w małych ilościach. Sama często kupuję zbyt dużo produktów, a potem jedzenie po prostu się marnuje… Zazdroszczę przeprowadzki do Paryża. Byłam tam kilkanaście lat temu i totalnie się zakochałam. Pozdrowienia z Mediolanu 🙂

    • Ania | 8th cze 17

      Mediolan też na pewno piękny 🙂 Sama też kiedyś kupowałam na zapas, ale w Paryżu się tego oduczyłam – taniej i przede wszystkim jemy zawsze świeże produkty 🙂

  6. Słońce | 8th cze 17

    Inspirujące 😉 choć kupować 7 razy w tygodniu chleb na kromki i ziemniaki na sztuki to jednak byłoby dla mnie zbyt wiele 🙂 Za to zgodzę się, że klasyka jest spoko – zawsze można to nadrobić dodatkami 🙂

    • Ania | 8th cze 17

      Tak 🙂 zwłaszcza ziemniaki na sztuki, ale to wynika z tego, że paryżanie za bardzo ziemniaków nie jedzą, ani chleba 🙂

  7. Agni | 8th cze 17

    Nie wiem, czy akurat odnalazłabym się w minimalistycznym świecie, ale zdecydowanie lubię jak jest ład i porządek a wszystko ma swoje miejsce 🙂 Nad niektórymi rzeczami – jak styl, delektowanie się posiłkami, “slow life” – nadal pracuję, ale wszystko w swoim czasie 🙂

    • Ania | 8th cze 17

      Małymi krokami, byle do przodu 🙂

  8. Places and Plants Blog | 8th cze 17

    Ale ciekawy wpis i obserwacje! Musze się w końcu wybrać, choć teraz to trochę strach.

    • Ania | 9th cze 17

      Dzięki 🙂 Co do strachu – nie pozwól, żeby odbierał Ci magię życia…

  9. Kasia | 8th sty 19

    Aniu, bardzo miło czyta się Twoje teksty o Paryżu. Może napiszesz kilka słów o pracy w korporacji we Francji, wrażenia, różnice. Cenne są Twoje uwagi i rady, i jak patrzę na ulicę paryską, wszystko się zgadza!:) Dziękuję!

    • Ania | 8th sty 19

      Dziękuję Kasiu. O korporacji we Francji to pewnie sporo do powiedzenia miałby mój mąż, który w takiej pracował. Kto wie może jeszcze powstanie taki tekst. Dziękuję za inspirację 🙂

  10. Kasia | 9th sty 19

    Dziękuję za szybką odpowiedź i z niecierpliwością oczekuję kolejnych tekstów o Paryżu (i oczywiście tego o korporacji;)) Pozdrawiam z Paryża!

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.