Paryskie soldy, czyli szał wyprzedaży!

No i zaczęło się  – szaleństwo ZAKUPOWE. Wszędzie soldy, czyli wyprzedaże!

Prawdziwy szał. Dwa razy w roku,  w styczniu i w czerwcu, ludzie  z całego świata zjeżdżają na zakupy do Paryża.

No bo, jak zakupy, to tylko w Paryżu!

To uczucie, kiedy koleżanka pyta, gdzie kupiłaś torebkę lub sukienkę, a ty odpowiadasz:  „ach w Paryżu” – bezcenne 🙂 Nawet, jeśli jest to tylko sukienka z sieciówki 🙂

Swoją drogą u mnie jest często odwrotnie. Kupuję coś na targowisku w Tarnowskich Górach  🙂 , a potem wszyscy pytają, czy to z Paryża  lub nawet  nie pytają, tylko komentują, że ładne, i że na pewno z Paryża 🙂 A mi pozostaje tylko uśmiechać się tajemniczo. Tylko nie mów nikomu!

Wracając do soldów. Obserwuję to zjawisko już 5 lat i nadal go nie pojmuję.

Co takiego robi się z mózgiem człowieka, kiedy widzi napisy solde (wyprzedaż) lub vente privées (prywatna wyprzedaż)?

Nic dobrego z całą pewnością.

Pod słynną galerię Lafayette podjeżdżają autobusy pełne spragnionych zakupów Chińczyków.

zakupy w Paryżu

Kiedy zobaczyłam to pierwszy raz nie mogłam uwierzyć.  Cóż oni takiego kupują w tej galerii?

Zastanawiasz się?

Ja też byłam ciekawa i weszłam za nimi. Nie uwierzysz, ale ustawiają się grzecznie w kilometrowej kolejce, żeby wejść do sklepu z torebkami!!

Tak, to markowe torebki są ich głównym celem.

Torebka Louis Vuitton

Przed sklepem stoi specjalna ochrona, która  wpuszcza, co najwyżej 5, 7 osób. Reszta czeka cierpliwie na zewnątrz na swoją kolej.  Nie mieści mi się w głowie, że ludzie mogą spędzić cały dzień w kolejce, żeby kupić torebkę.

Nie miej złudzeń, mimo wyprzedaży nie kupisz tutaj niczego poniżej 1000 euro. Zresztą w takich sklepach jak Prada, Dior, Louis Vuitton nigdy nie ma wyprzedaży!! Markowe torebki są ponadczasowe i zawsze na topie. Nie ma potrzeby ich przeceniać.

Stanie w kolejce w laFayette to jeszcze może być przyjemne – ciepło, pachnie ładnie, może napić się kawy, w tle muzyczka no i sama galeria – przepiękna.

Galerie Lafayette Paryż

Można sobie też sweet focie zrobić i poinformować świat,  że jesteś właśnie na szopingu w Paryżu! A co! Niech wiedzą, że Ty na bazarku nie kupujesz.

Jak jednak wytłumaczyć kilometrowe kolejki w zimie, na paryskim chodniku  – wiadomo jakiej jakości, żeby wziąć udział w tzw. vente privées ?

Zastanawiasz się co to takiego? To nic innego, jak  zwykła wyprzedaż, ale tylko dla regularnych klientów marki oraz tych, którzy wiedzą, jak zdobyć zaproszenie 🙂

Tak, tak na vente privées trzeba mieć zaproszenie, które firma wysyła Ci do domu lub mailem.

Chyba że jesteś z prasy lub masz znajomości 🙂

Bez tego nie wejdziesz. Nie ma szans.

Takie piękne papierowe zaproszenie działa na wszystkie zmysły. Powoduje, że już czujesz się wyróżniona i wyjątkowa. Czujesz, że los się do Ciebie uśmiechnął i dał Ci wyjątkową szansę na niezapomniane zakupy.

Twoja samoocena dodatkowo wzrasta, kiedy w dniu wyprzedaży stajesz wraz z innymi wybrańcami losu w kilometrowej kolejce przed sklepem. Możesz wtedy zadzierać nosa i spoglądać z góry na patrzących na Ciebie zazdrosnym okiem przechodniów. Oni nie mogą wejść choćby chcieli, ale Ty możesz, bo jesteś zaproszona.

Czy to słońce, czy to deszcz, czy wiatr, czy zawierucha, stoisz więc grzecznie w oczekiwaniu na wejście do świątyni konsumpcjonizmu.  Takie prywatne wyprzedaże nie zawsze odbywają się w  sklepach danej marki.

Niektóre sklepy wynajmują specjalne firmy, które organizują dla nich wyprzedaże w różnych miejscach w mieście. Zwykle mało wyszukanych. Nie zdziw się więc, kiedy ta wspaniała wyprzedaż, na którą zostałaś zaproszona będzie obywała się w lokalu bez przymierzalni i odpowiednich luster!

Jakość lokalu nie odstrasza jednak klientek. Wręcz przeciwnie. Wykazują się one ogromną kreatywnością w sposobach mierzenia swoich zdobyczy.

Bardziej nieśmiałe zakładają sukienki na spodnie i bluzki na bluzki.  Inne, półnagie kryją się po kątach.

Kiedy uda im się przyodziać zdobycz pozostaje jeszcze tylko zawalczyć o skrawek lustra, w którym będzie można podziwiać się w nowym outficie. Lepiej wybierać z głową, bo zwrotów nie ma. Tylko, jak tu zachować zdrowy rozsądek w takich warunkach?

I pomyśleć, że cały ten wysiłek po to, żeby kupić coś, czego najprawdopodobniej nie potrzebujesz.

Cóż taką cenę trzeba zapłacić za chwileczkę zapomnienia i za poczucie, że jesteś kimś wyjątkowym.

Szaleństwo jakieś. Czasami mam wrażenie, że takie wyprzedaże to coś w rodzaju dyscypliny sportowej, rywalizacji lub wyścigu. A może wszystkiego po trochu?

Taka zakupowa olimpiada 🙂

W końcu w „zawodach” udział biorą ludzie z całego świata!

Kto szybciej?  Kto więcej?  Kto bardziej?

Tylko pytanie brzmi: po co?

Być może udało Ci się rozebrać manekina na wystawie i wystawić biedaka na widok publiczny bez spodni.  Może i wygrałaś  w wyścigu po ostatni kaszmirowy sweterek w Twoim rozmiarze przewracając po drodze słabsze zawodniczki. Może nawet  pokonałaś w walce wręcz kobietę dzierżącą w ręce prawego buta z Twojej! pary, czy wreszcie wyrwałaś komuś z ręki sukienkę, którą wcześniej dla siebie upatrzyłaś?

szał wyprzedaży w Paryżu

Tylko co z tego?

Wracasz do domu dumna i blada, jak wojowniczka po wygranej bitwie. To pewne.

Jak długo jednak trwa Twoja satysfakcja? 

Wkrótce emocje opadają, a Ty ze smutkiem odkrywasz, że ten sweterek, o który tak dzielnie walczyłaś wcale tak dobrze na Tobie nie leży, a but, za który oddałaś trochę krwi, uwiera Cię w palec. Nie mierzyłaś, brałaś w ciemno, bo ważniejsze było zdobycie go i pokonanie rywalki.

I tak większość Twoich zakupów ląduje na dnie szafy.

Nawet nie fatygujesz się, żeby zdjąć z nich metki. Czekają na lepsze czasy, które pewnie nigdy nie nadejdą.

Taki to smutny los rzeczy kupionych na wyprzedażach 🙁

Choć zupełnie nie pojmuję tego szału zakupowego muszę przyznać, że sama nie jestem bez winy. Tak, dałam się wciągnąć w ten wir. Raz, no dobrze: dwa.

Pomyślałam, że może coś w tym jest, skoro wszyscy tak kupują. Byłam i kupiłam. Za pierwszym razem 3 rzeczy (prawdziwa amatorka! wiem), z czego nosiłam tylko jedną. Za drugim razem wykazałam się sprytem i kupiłam 50% taniej  wcześniej upatrzoną sukienkę dla mojej księżniczki.

To właśnie wtedy poczułam ten zew, to wrażenie zwycięstwa i satysfakcji.

Doświadczenie bezcenne, aczkolwiek nie mam potrzeby go powtarzać 🙂  To, co przeżyłam tamtego dnia na zawsze pozostawiło rysę na mojej psychice 🙂

Żeby kupić upatrzoną sukienkę musiałam wybrać się na zakupy już pierwszego dnia wyprzedaży. Co lepsze kąski rozchodzą się, jak świeże bułeczki! Naprawdę trudno opisać to, co przeżyłam i zobaczyłam tego dnia. C’était de la folie! (istne szaleństwo).

Już na parkingu korek. Całe morze ludzi „płynące” w kierunku sklepów z pobliskiej stacji metra. W samej galerii handlowej już tylko gorzej. Na początek kolejka do wejścia. Ochrona zagląda każdemu do torebki i pod płaszcz.

We Francji kontrolują Cię przy każdym wejściu do sklepu. Zawsze mnie to bawi, kiedy pomyślę, że w Polsce kontroluje się torby raczej przy wyjściu 🙂 Ot takie różnice kulturowe 🙂 Ale wracając do zakupów.

Idąc dalej wszędzie widzisz kobiety zatopione w stosach porozrzucanych ubrań, obwieszone do granic wytrzymałości rzeczami, stojące godzinami  w kolejce do przymierzalni. Ręce im mdleją od ciężaru, duszno im i pić się chcę. A tu końca nie widać. Kiedy  już dotrą do ciasnej i brudnej przymierzalni przymierzają 150 bluzek, 100 spódnic i 50 par spodni wzdychając i pocąc się przy tym niemiłosiernie.

To nic, że po mierzeniu rzeczy i po dokonaniu wyboru czeka je kolejna godzina lub dwie stania w kolejce do kasy.

Kiedy uda im się wreszcie głodnym, spragnionym i półżywym wyjść zwycięsko ze sklepu ustawiają się do kolejnej kolejki po stolik w restauracji lub kawiarni. W końcu po bitwie trzeba sił nabrać i odpocząć przed kolejną potyczką. Twarde zawodniczki nie poprzestają na jednym sklepie!

No dżungla istna.

I pomyśleć, że wyprzedaże trwają 1,5 miesiąca!

Na szczęcie pod koniec szał już opada, bo kupować nie ma co.

To, co?  na zakupy?

Jeżeli nie udało mi się Cię zniechęcić (a bardzo się starałam) i nadal chcesz przyjechać na wyprzedaże do Paryża, to przyda Ci się parę informacji.

Wyprzedaże zaczynają się dokładnie tego samego dnia we wszystkich sklepach i trwają 6 tygodni. Data ich rozpoczęcia jest publicznie ogłoszona.

Zimowa zaczęła się w 11 stycznia i potrwa do 21 lutego. Letnia wyprzedaż rozpocznie się 28 czerwca, a skończy 8 sierpnia.   

Francuzi traktują zakupy z ogromną powagą, a wyprzedaże odbywają się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zazwyczaj są 3 przeceny. Première démarque (pierwsza obniżka), to około 20% obniżki, po deuxième démarque ceny spadają do 50%. Za to troisème démarque to już prawdziwa okazja. Ceny spadają nawet o 70% pod warunkiem, że w sklepie zostało jeszcze coś atrakcyjnego 🙂

Jeżeli przyjedziesz na zakupy do Paryża i nie chcesz zginąć w gąszczu ludzi, to raczej unikaj Galeries Lafayette, Les Halles, Le Printemps, czy  Le BHV.

Lepiej poszukaj mniejszych butików np. na Marais, czy na Saint-Germain. Jeśli chodzi o galerie to polecam raczej  Beaugrenelle niedaleko wieży Eiffla.

 

 

 

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.